Mówią o sobie, że wprowadzą nas w świat sportowych emocji i kulinarnych pasji. My wprawdzie tego wieczora sportowych emocji nie szukaliśmy, ale pasja do jedzenia na pewno grała główną rolę! Zapraszam Was na kolejną relację z wyjątkowego festiwalu stworzonego dla foodies – Restaurant Week: food&ball.
Pasja do jedzenia ma cudowną cechę – idealnie komponuje się z innymi zainteresowaniami! I tak jest też w tym przypadku – jak wielu sportowców, Milik chciał zainwestować zarobione pieniądze poza boiskiem i stworzyć dodatkowe źródło dochodu. Tutaj łączenie tych dwóch zainteresowań jest częste i komponuje się idealnie – kariera sportowa jest niezwykle ograniczona czasowo, a własna restauracja z nutką nostalgii i dzieleniem się futbolową historią może przyciągać tłumy. I z tych powodów powstała też restauracja Food&Ball.
Nieprzypadkowa lokalizacja
Arkadiusz Milik pochodzi ze Śląska, dokładniej z Tychów i to właśnie w Rozwoju Katowice rozpoczynał swoją karierę. Restauracja powstała w listopadzie 2018 roku w Galerii handlowej Libero. Jest to miejsce zarówno dla fanów sportowych emocji jak i tych bardziej kulinarnych. W menu znajdziemy pozycje dosyć klasyczne – steki, burgery czy typowo śląskie lunche jak rolada z kluskami i modrą kapustą! Jednocześnie w lokalu obejrzymy mecze i napijemy się piwa zagryzając przystawki. Czy takie połączenie nie jest idealne dla fanów sportu, czy przepisem na idealne niedzielne popołudnie?
Kulinarny update
Food&Ball bierze udział w Restaurant Week już od kilku lat i jego pozycja ma się mega dobrze, bo obecnie jest już nawet laureatem! Szefem kuchni i osobą odpowiedzialną za wyjątkowe propozycje dla festiwalowego menu jest Michał Kaczmarek. Cytując jego słowa w Poradniku Restauratora:
W kuchni wszystko zaczyna się od doboru wyselekcjonowanych produktów, przetworzenia ich w różne struktury i formy, a następnie wyboru odpowiedniej zastawy i finalnie skomponowania potrawy na talerzu. W mojej ocenie, tuż za smakiem serwowanego dania, najważniejsza jest jego kompozycja i prezentacja na talerzu. Uważam, że tylko połączenie tych dwóch elementów będzie w stanie zachwycić gości, nawet tych najbardziej wymagających.
I właśnie ta prezentacja i kompozycja czyni propozycje lokalu casual-premium, dzięki czemu czujemy się całkiem swobodnie w lokalu ze sportowym duchem, a jednocześnie możemy zjeść coś bardziej wyszukanego niż klasyczny niedzielny obiad!
Restaurant Week 2026: food&ball
Menu A
PrzystawkaTatar z antrykotu siekany nożem, majonez palony por, chrupiąca gryka, chips z siemienia lnianego, olej lubczykowy
Danie głównePolędwiczka wieprzowa sous vide, szczypiorek, polenta orzechowa, karmelizowana pietruszka, demi glace z kolendrą
DeserFondant czekoladowy, lody karmelizowana kiszona kapusta z marakują
Menu B
PrzystawkaZupa krem z pora i topinamburu, olej lubczykowy, jabłko, chips topinambur, kasza pęczak, chips z pora
Danie główneKasza bulgur, mascarpone, słonecznik, kiszona rzodkiewka, rzodkiewka confit, veloute z liści rzodkiewki, espuma z koziego sera, crumble z chleba żytniego
DeserFondant czekoladowy, lody karmelizowana kiszona kapusta z marakują
Tym razem oboje wybraliśmy menu mięsne, więc nie jestem w stanie porównać obu propozycji. Przyznam, że jestem mega miłośniczką tatara i musiałam go tym razem wybrać przez to, że podczas poprzedniej wizyty festiwalowej skusiło mnie menu wegetariańskie.
Rozpoczęliśmy oczywiście od przystawki i przyznam, że uroczysto-kolacyjny nastrój jest troszkę zaburzony przez fakt przejścia przez galerie handlową. Wybraliśmy się zatem w niedzielę, gdy sklepy są zamknięte, a w Libero panuje większy spokój. Przystawka niesamowicie mnie zaskoczyła – tatar był wyjątkowo delikatny, ale nie mdły, bo przełamany chrupiącą gryką! Przyzwyczajona zwykle do jednolitej i delikatnej struktury, z przyjemnością przegryzałam chrupiącą grykę. Świetnego intensywnego kwasku dodawał majonez z palonego poru – to był smak, który chętnie zamknęłabym w buteleczce i zabrała do domu! Jednak nie było tak idealnie, bo tej intensywności było nadzwyczaj niewiele i poza tymi pojedynczymi kroplami, tatar był dosyć niedoprawiony. Chips z siemienia lnianego nie był kruchy i chrupiący, a dosyć twardy, przez co trudność w jego przegryzaniu zdominowała delikatność mięsa.
Tatar z antrykotu z gryką i chipsem z siemienia lnianegoGrzaniec mandarynkowyPolędwiczka wieprzowa, polenta orzechowa, karmelizowana pietruszka, demi glace
Na temat kompozycji na talerzu szef kuchni nie kłamał, bo danie główne było podane niezwykle piękne. Zobaczcie tylko ten talerz, który wygląda jak ręcznie rozłupana misa! Piękne połączenie z mięsną zawartością. Najbardziej zaskoczyła mnie w tym daniu karmelizowana pietruszka – chrupiąca i słodka, idealne połączenie tekstur z gładką orzechową polentą. Polenta jednak swoją orzechowością dominowała nad mało aromatycznym demi glace, w którym niestety nie wyczułam kolendry, a zaliczam się do grona jej wielbicieli! Na szczęście ostrość noży dopisała, bo polędwiczka stwarzała nie lada opór 😉
Dwie zachcianki, jeden deser – zero kompromisów
Deser był czymś, co mnie najbardziej skusiło do wyboru tej restauracji. Fondanty łączą w sobie wszystko co najlepsze w słodkościach! Miękkie ciastko z ciepłą, płynącą czekoladą w środku, a do tego menu zaproponowało coś wyjątkowego. Gałkę lodów o smaku marakui z karmelizowaną kiszoną kapustą. Musicie przyznać, że połączenie niespotykane i unikalne. I to mnie kupiło – idealny klasyk z czekoladą i dodatek, który sprowokował moją ciekawość sprawdzania nowych smaków. I o ile to niespotykane połączenie było bardzo smaczne i ciekawe, to fondant mnie mega zawiódł. Niestety ciasto było dosyć suche, a ilość czekolady niewielka. Lody naprawdę ciekawe – kapusta nadawała super chrupkości, a marakuja owocowej świeżości.
Fondant czekoladowy, lody karmelizowana kiszona kapusta z marakują
Spotkałam się też z niespotkaną dotychczas przeze mnie praktyką podczas Restaurant Weeku, bo wszystkie zarezerwowane w tym czasie stoliki, miały podawane dania jednocześnie. Do deseru poprosiliśmy o podanie kawy, a obsługa poinformowała nas, że nie możemy zrobić chwili przerwy po daniu głównym! Deser czekał już gotowy do wydania, gdy główne danie jeszcze znajdowało się na moim talerzu. Czy to mogło wpłynąć na suchość fondantu?
Smak meczu z niedosytem w końcówce
To było wyjście pełne kontrastów – trochę jak mecz, w którym pierwsza połowa daje nadzieję na zwycięstwo, a druga zostawia lekki niedosyt. Food&Ball ma ciekawy pomysł na wiosenne menu festiwalowe i zaskakuje teksturami i nieoczywistymi dodatkami. Jednocześnie w niektórych elementach zabrakło konsekwencji i pozostawiły trochę niedosyt. A czy Wy mieliście okazję wybrać się już na jakąś kolację w ramach festiwalu? A może próbowaliście regularnego menu w Food&Ball? Podzielcie się Waszymi przeżyciami w komentarzach!
zainspiruj się na instagramie
Odkryj treści związane z lifestylem, self-care, pielęgnacją roślin domowych i pysznym jedzeniem. Dołącz, by czerpać inspiracje każdego dnia!